Przyszedł pomysł mi do głowy
Chcę mieć Stadion Narodowy.
Nie na własność, bo to strata...
Lecz zarządzać nim przez lata.
Lub przez miesiąc, dwa lub trzy
Byle w konto iskry szły
Nie ma meczów, były mowy...
Monologi i kazania
Prośby spisków zaniechania...
A tu przyszedł sądny dzień
i z zarządcy wyszedł leń!
Ta arena gladiatorów
Stała się areną sporów
Zamiast meczu o puchary
Musi leń wziąć bat na bary!
Pewnie weźmie jego dumnie,
Ale jeszcze bardziej szumnie
Przyjmie tantiem z mych podatków
I zasili konta dziadków
Ot tak wpada pół miliona
Do kieszeni big muflona.
Łatwo było obiecywać
Karmić rzesze, podlizywać
Jeśli masz chłopcze choć małe
Męskie "jaja" w miarę całe
Przekaż forsę na dzieciaki,
Pokaż żeś jest hojny taki
Bo przyjmować każdy chce
Ale robić ... nie, nie, nie.
