wtorek, 14 lutego 2012

Wierszem po stadionie

Przyszedł pomysł mi do głowy
Chcę mieć Stadion Narodowy.
Nie na własność, bo to strata...
Lecz zarządzać nim przez lata.
Lub przez miesiąc, dwa lub trzy
Byle w konto iskry szły
I tak mamy Narodowy, 
Nie ma meczów, były mowy...
Monologi i kazania 
Prośby spisków zaniechania...
A tu przyszedł sądny dzień
i z zarządcy wyszedł leń!
Ta arena gladiatorów
Stała się areną sporów
Zamiast meczu o puchary
Musi leń wziąć bat na bary!
Pewnie weźmie jego dumnie,
Ale jeszcze bardziej szumnie
Przyjmie tantiem z mych podatków
I zasili konta dziadków
Ot tak wpada pół miliona
Do kieszeni big muflona.
Łatwo było obiecywać
Karmić rzesze, podlizywać
Jeśli masz chłopcze choć małe
Męskie "jaja" w miarę całe
Przekaż forsę na dzieciaki,
Pokaż żeś jest hojny taki
Bo przyjmować każdy chce 
Ale robić ... nie, nie, nie.

środa, 1 lutego 2012

Wyszła była, choć na chwilę...

Nagrobek. Szymborska.
Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy,
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.


Moje.
Epitafium napisałbym, gdybym mógł teraz
lecz nie napiszę, bo mnie uwiera. Brak weny - jak na złość -
bom zmarzł dziś na kość.
Czy to przyczynek nieudolności mej?
Trudno, trudno...
Spoczniesz Wisławo w pamiętnej mogile
Lecz w naszych umysłach nadal zawile
dosiadać będziesz szarych komórek
znaki zapytań stawiając tak czule.
Przy tej mogile gdzieś pośrod kwiatów
Zobaczysz siostry i ujrzysz bratów
Tym razem z góry chcąc być wciąż z nami
podzielisz się dumnie swymi wierszami.